niedziela, 30 listopada 2014

Jesiennie.



Zachłannie chwytam każdy promień słońca.
Ja, fototyp A , która od lat chowałam się przed słońcem, czuję dotkliwie jego brak.
Gdy nad głową stalowa sieć chmur, mam wrażenie ,że się duszę, że ja , to nie ja.
Jakbym się nie obudziła, ale też nie śpię.

Jest jednak w jesieni coś niezwykłego,  coś lirycznego, smutnego i jednocześnie pięknego.

Ratuję się jak mogę przed chandrą.
Cynamon i przyprawa piernikowa w kawie.
Świece na stole.
Fioletowy dzianinowy koc.
Kolorowy szal.

No i muzyka.

Czasem nie rozumiem zupełnie jakim kluczem kieruje się moje serce jeśli chodzi o muzykę.

Teraz non stop słucham przypadkowo znalezionej piosenki z kreskówki The Dragon Hunters The Cure.
Takie espresso muzyczne.
Od razu chce mi się skakać.

Znacie?
 





piątek, 31 października 2014

Październik.



Lubię jesień.
Jest taka prawdziwa, jak nasze życie.
Czasami powalająco cudowna, zaczarowana, bajkowa.
Latam wtedy z metr nad ziemią, spływa po mnie , jak po kaczce buractwo tego świata, którego niemało wokoło.
Cieszę się zapachem liści, kolorami wokół, szelestem pod stopami, a światło oślepia na tyle, iż nie dostrzegam detali, tych niefajnych.

Czasem też bywa naprawdę paskudna.
Rano oczy nie chcą się otworzyć, kocyk i łóżko wołają: zostań z nami.
Snuję się wtedy jak żółw, wiecznie coś gubiąc i szukając, zapominając tego i owego.
Odkąd jestem mamą jest i tak duuuuuużo lepiej, bo po prostu trzeba się pozbierać.
Czasem 2 kostki gorzkiej czekolady pomagają mi w ogarnięciu się, albo kakao.

Ten październik był dla mnie dość łaskawy.
Co prawda przeleciał nie wiadomo kiedy, ale co tam, już się przyzwyczajam do tego rytmu cyrkowego i do żonglerki ( no wiecie: praca, dom, obowiązki, dziecko, na 15 tu, a na 17 tam).

Dobrego weekendu wszystkim życzę:)



niedziela, 21 września 2014

Luxus.


Mój luxus to cisza.
Chwila na zebranie myśli i usłyszenie ich.
Bez pośpiechu.
Zbieranie liści w parku i przyglądnięcie się ich kolorom i kształtom.
Pomalowane paznokcie ( to wręcz sukces;)
I muzyka płynąca spokojnie , jak woda, kojąca rozbiegane ciało i duszę.
Zapalony kominek z olejkiem leśnym lub lawendowym.

Ale największy luxus, to wciąż ludzie , których słowa i czyny są spójne, na których można liczyć, którzy nie rzucają słów na wiatr.
Bez podwójnego dna.
Prawdziwym bogactwem jest mieć takich przyjaciół, rodziców, najbliższych.
Dzięki nim ,życie staje się  mniej zakręcone, a bieg zdaje się lżejszy .



sobota, 13 września 2014




Pojawił się rytm, a z nim porządek jakiegoś rodzaju.
Na razie ogarniamy się.
Zdecydowanie wolę rytm, niż jego brak, ale najbardziej lubię rytm z małą przestrzenią na chaos.

Kiedy chcę ogarnąć myśli, przychodzę tu:)))

Ogólnie widzę duże zmiany na plus:)))


A w głowie ostatnio mi gra:


piątek, 22 sierpnia 2014

Zmiany.



Zmiany nadchodzą wielkimi krokami.
Niektóre szybciej , niż się spodziewałam, inne zaś odwrotnie, jak to w życiu bywa :)

Oglądam zdjęcia i nie mogę się nadziwić,że moja mała L. nie jest już mała.
L. wszystkim dookoła powtarza,że nie jest mała, tylko duża i że duże dziewczynki robią to i tamto.
Przymierzamy zamówione buty i... są prawie w sam raz, stopa w 2 tygodnie urosła z centymetr jak nic.
Przychodzę po L. po zajęciach i nie chce iść do domu, chce zostać z dziećmi ...

Nie zmienia się jedno.
Każdy dzień z L. jest dla mnie wyjątkowy.
A jej widok zawsze rozwesela, choćby nie wiem co się działo .


Dobrego weekendu ...:)