Pozostać jak dziecko.
Widzieć detale.
Cieszyć się z patyka i kamyczka.
Dziękować Bogu za Elma i Fryderyka Chopina ( z podsłyszanych modlitw dziecięcych).
Są rzeczy niezmienne.
Urok wiosennych detali: stokrotek, bzów, pąków o świeżym odcieniu zieleni, niespotykanym nigdy indziej.
Zapach stokrotek, konwalii i frezji.
Błękitne niebo i jeden puchaty obłoczek.
I jak cudnie,że ta wyliczanka mogła by się ciągnąć i ciągnąc.
Nigdy nie zapomnę tego dresu. Końcówka lat osiemdziesiątych. Prezent od cioci z Niemiec. Różowy dres. Był moim nr 1, aż do zdarcia. No i zdjęcie klasowe, ja w różowym dresie. Pewnie tak zostałam zapamiętana przez moich kolegów z klasy. Parę lat później wszystkie ubrania w mojej szafie były granatowe i czarne. Róż był oczywiście dla mnie silnym alergenem ;) W końcu w Liceum Plastycznym trzeba być ponurym, albo przynajmniej szalonym, a róż ma się nijak do tychże stanów:) No i cóż, zatoczyliśmy koło i... w ubiegłą sobotę L. wybrała do swojego pokoiku, który dostanie wkrótce na 4 urodziny, piękny różowy kolor farby na jedną ze ścian ( dobrze ,że tylko jedną). Pomalowałam kawałek ściany, żeby zobaczyć, jak farba wygląda live. Coś musimy pomyśleć, albo dodam dużo bieli, albo troszkę błękitu, albo obie rzeczy na raz zastosujemy. No cóż, skoro Picasso tez miał swój okres różowy ,może i nam to kiedyś jakoś minie;) Pozdrawiam i pięknego weekendu życzę.
Katar, kaszel, apteka, recepty, poczekalnie i kolejki. Niepokój. Niespokojny sen. Zmęczenie. Bieg. Jestem spóźniona, ale może zdążę. Zapomniałam tego. Zapomniałam tamtego. Znów ten katar. Zatłoczony autobus, ja jako jedna z wielu szprotek w puszce. Zamykam oczy i widzę te drzwi. I te donice z roślinkami zielonymi. I widzę porządek w chaosie. Zastanawiam się, kiedy osiągnę BALANS. I czy w ogóle go osiągnę ;)